Archiwum kategorii ‘dokumentalny’
Pogarda i niezrozumienie ,,The Elephant Man” | pol. ,,Człowiek Słoń”
Samo nazwisko reżysera ( David Lynch) powinno już zasugerować mocne obrazy i wrażenie. Przeniesiona na ekran prawdziwa historia Johna Merricka- mężczyzny zdeformowanego na twarzy i reszcie ciała ukierunkowała naszą wyobraźnię na straszno-smutny tor. Dzięki temu filmowi mit o ,,człowieku słoniu” został uwieczniony i zapamiętany jako tragedia ludzka, chociaż można mieć sporne uczucia co do słowa ,,ludzka”.
Co czujemy kiedy otacza nas brzydota? Uwielbiamy wszystko to, co jest piękne, ładne, normalne, zwykłe; czujemy się wtedy pewnie i bezpiecznie. A kiedy oko w porozumieniu z mózgiem tłumaczy nam inne= złe, to co nam pozostaje, jak nie skrzywienie grymasu twarzy i odwrócenie się na pięcie? W skrajnych przypadkach można albo zarobić na ,,wyjątkowości” persony albo pomóc w potrzebie…
Atrakcja cyrkowa.
Pomocna dłoń.
Strach i ciekawość ludzka.
Pomoc.
Odwzajemnienie względnej akceptacji.
Szczyt sławy, puste słowa i sztuczne zrozumienie.
Upadek. Dominacja zła nad bezbronnością.
Upragniony sen.
Mocny film dla wrażliwych ludzi. Obraz wywołuje emocje, zastanawia, smuci i zadaje pytania dotyczące akceptacji ,,inności”/ brzydoty.
![]()
Harmonia w ,, IL GRANDE SILENZIO” | pol. ,, Wielka cisza”
Wyobraź sobie wiarę. Wiarę w Boga/ Jahwe/ Allacha czy krzesło. Uwierz w TO całym sercem i całą duszą swoją. Przyjmij tę hierarchię i te zasady, które potwierdzają TAKIE widzenie świata. Nie ma nic ponad TO. Przekonaj siebie, że najwłaściwsza postawa i najodpowiedniejsze zachowanie nie jest podyktowane modą/ współczesną hierarchią ważności/ mądrościami idoli z plotkarskich rubryk/ wymuszonym sposobem życia przez masmedia. TEMU, któremu wierzysz,oddaj siebie i zaufaj …
Ile znamy filmów w których obraz, a nie słowo, jest najważniejszy? Ile znamy przykładów filmów o tematyce związanej z religią, które są przedstawione obiektywnie, bez zachęcania do swojej racji?
Film z cudownymi ujęciami natury okalającej stare mury zakonu w którym dominuje cisza i kontemplacja. Odpoczynek dla mózgu, interesujące zadanie dla oka.
Jesteś gotów wejść w 160-cio minutowy, niezrozumiały, ,,nienormalny” świat zakonu milczących?

Dobry wieczór
Nazywamy się Filmozofia i jedno póki co jest pewne: jesteśmy tylko bladą, niebieską kropką… Oprócz tego: odwróconym lemmingiem, małym kamyczkiem z “Traktatu moralnego” Miłosza, jedną może szprychą ze “Złodziei rowerów”, a może: nożem w wodzie, kluczem w kieszeni Amelii, kroplą kawy u Jarmuscha i przewróconym żołnierzykiem ze “Sztuczek”? Ja nazywam się Mateusz Wilkoń a.k.a. Skajsdelimit, a to “skajsdelimit” to od niebo jest limitem, bo – musicie wiedzieć – niebo dla mnie jest wielkim bladoniebieskim oceanem.
Lubię oglądać filmy i rozmawiać o nich. Jakiś czas temu zauważyłem, że mówiąc o filmach często zwracam uwagę na zupełnie inne rzeczy niż typowi recenzenci. Nie lubię streszczać fabuły. Nie lubię określać zdjęć/muzyki/dialogów mianem “dobrych”, “złych” i “średnich”. Nie lubię przyznawać filmom gwiazdek. Nie interesują mnie plotki ze świata Hollywoodu, sto razy na sekundę zawierane i rozpadające się małżeństwa. Może jest to komuś potrzebne, mi nie jest. Filmy. Lubię zawiesić się na jakimś szczególe i złapać podobny, drugi. Zauważyć coś od dupy strony, że tak powiem, wyjąć z filmu jedną bladą, niebieską kropkę. Bo wiecie, jeśli macie już szczegół to znajdziecie i drugi i trzeci. To tak jak z uczeniem się nieprzekładalnego na twój języka – szukasz powtarzających się form: najpierw pojedynczych dźwięków, dajmy na to głosek, potem zbitek, sylab, zdań, w końcu zaczynasz słyszeć dłuższe formy, całe wypowiedzi.. Zauważasz je i to jest pierwszy krok do zrozumienia języka. Podobnie z filmem – nie zrozumiesz go, jeśli nie widzisz szczegółów. To się bodajże nazywa koło filologiczne. Mogę coś mylić, ale to szkoła interpretacji, w której od szczegółu przechodzisz w ogół, by znowu zejść w szczegół, ogół, itd. Staram się tak interpretować filmy, choć bywa, że wystarczy jedno spojrzenie i wiesz już o co chodzi. Chciałbym to przelać w Filmozofię.
Ja piszę tak, ktoś pisze siak. Kolega Michał, współzałożyciel bloga pisze inaczej, Corina, nasza pracowita redaktorka jeszcze inaczej. Czego możecie się więc spodziewać po Filmozofii? Na pewno ucieczki od klasycznej formy recenzji z oceną pod spodem. Na pewno postaramy się wychwycić z filmu jego klimat i może to co na pozór niezauważalne. Raczej nie zamierzamy gonić za nowościami – odświeżymy sporo starszych, dobrych filmów, ale i o nowszych produkcjach popisać/poczytać będzie okazja. Chociażby fakt, że polskie kino – za sprawą twórców takich jak: Jakimowski, Trzaskalski, Koterski, Gliński, Wojcieszek czy Komasa – po roku 2000 ewidentnie odżywa (zresztą nie tylko polskie, wraca Rosja, Czechy, Europa środkowa) siłą rzeczy przywiedzie nas (mnie przynajmniej) w te nowsze czasy.
Wrócimy też do przeszłości: od Griffitha przez Chaplina, Fritza Langa, Eisensteina, po Bergmana, Felliniego, Hasa czy Kubricka. Dla klasyki znajdzie się miejsce, bo i musi się znaleźć. Jednakowoż subiektywnie będziemy jechać: ja lubię Łozińskiego na przykład, Michał Rybczyńskiego i awangardę, Corina “Wywiad z wampirem” lubi, czy tam inne rzeczy. Staramy się zaprosić do pisania kilka mających coś do powiedzenia osób, jednocześnie zachęcamy naszych czytelników do mailowego kontaktu z nami i aktywnego uczestniczenia w powstawaniu czegoś, mamy nadzieję, wyjątkowego. Zachęcamy do czytania i dzielenia się z nami swoimi wrażeniami z tego co przeczytane, ale przede wszystkim z filmów. Bo o to tu chodzi.