Nocami chodzę po mieście

![]()
![]()
![]()
![]()
…w posz
ukiwaniu Teatru Silentio. Zaglądam na pasaż Wiecha: za Domami Centrum syf, kilku pijanych Depów. Trzecia w nocy. Chmielna? Niby europejska ulica, a o trzeciej wszystko dawno zamknięte. Co z tego, że niedziela? Posobotnie wspomnienia: masz tabletkę? Nie mam. I trrrach, i dzień, i przechodniów pełno, że nie ogarnąłeś kiedy, i noc się rozpłynęła. A noc jest magiczna. Psują ją światła wprawdzie światła, a jak mówi Myśliwski w “Traktacie o łuskaniu fasoli” są różne rodzaje świateł: ciepłe, zimne, są też światła martwe. Więc chodzę po mieście nocami i patrzę które światła umarły. O! To z wyświetlacza nad Forum jest martwe na pewno! Neon Samsung przymiera chłodem na wysokości, ale jest dla niego nadzieja, bo umiera ostatnia, nawet po światłach. Może macie jakieś kandydatki do umarłych reklam z podświetleniem, co? Sygnalizacje świetlne żyją, światła większości samochodów też. A najbardzioej żywotne są te kiczowate, starówkowe, nowoświatowe, za wyjątkiem tych z Krakowskiego Przedmieścia. Tam jest jakos ponuro, nawet z tą świąteczna wystrujką. Z dzieciństwa pamietam żywe światło lampy naftowej. Ale to już tak ledwo, nie tak dobrze jak bohater “Traktatu…”.
Chodzę i szukam tego Teatru Silentio. Nie potrafię opowiedzieć Mullholland Drive. Myślę, że to jeden z tych filmów, które, podobnie jak z poezją Norwida, zrozumienia i proporcjonalnej do jakosci dzieła interpretacji doczekają dopiero za jakiś czas. Fabuła gdzieś w necie jest ułożona, jak obrazki z numerkami, po kolei. Zobaczcie sobie. A jak “Kartotekę” albo “Grę w klasy” poukładasz chronologicznie to wszystko się wyjaśni? (jasnością martwą).
Istnieje Teatr Silentio? Nie, nie mówcie żebym to sprawdził w Googlach. Jak znajdę go w Googlach to tak jakbym nie znalazł. U mnie w mieście go nie ma. W okolicznych również. Jeśli wiecie gdzie jest, zawiążcie mi oczy (jak to robi mafia) i zaprowadźcie mnie tam, tylko proszę: po omacku… A potem się zacznie: Llorando! Typowo hiszpańska zajawa. I emocje w głosie. Mój ulubiony fragment filmu… Piszę o Mullholland Drive Davida Lyncha i juz czuję wyrzuty sumienia, że to tendencyjnie wyjaśniam.
Byłem w Alicante i, kurde nie przyszło mi do głowy, żeby poszukać Teatru Silentio. Za to stałem z tą piosenką z filmu na uszach i patrzyłem w nocy na Morze Śródziemne. Niesamowite przeżycie. 25 stopni o trzeciej. Teraz to moje łażenie po mieście koresponduje z tamtym hiszpańskim. Coś jakbym tu i tu był naraz. Albo jeszcze jakbym wszedł do filmu. Tylko kłopot z tym fragmentem (bo niby owszem, jeśli mogłem wejść do filmu to i do snu mogę) kiedy jeden z bohaterów widzi przez ścianę. A ten kogo widzi to trochę do Wesołego Diabła jest podobny. W kazdym razie wtedy bym pierdolnął na zawał bez wątpliwości. Nie znoszę takich fragmentów: ujęcie jak z horroru - kamera idzie razem z bohaterem. I nagle łup i trrrach: i jest dzień, że nie ogarnąłeś kiedy… ![]()
Liczba komentarzy: 2
Komentarze RSS Identyfikator URI TrackBack
Dodaj komentarz

Jak rzekłeś- tak wysmarowałeś tą treść xD
Lips, nie jaraj tyle!