Filmozofia

filmowy Świat Zofii

Pogarda i niezrozumienie ,,The Elephant Man” | pol. ,,Człowiek Słoń”

Skomentuj »

Samo nazwisko reżysera ( David Lynch) powinno już zasugerować mocne obrazy i wrażenie. Przeniesiona na ekran prawdziwa historia Johna Merricka- mężczyzny zdeformowanego na twarzy i reszcie ciała ukierunkowała naszą wyobraźnię na straszno-smutny tor. Dzięki temu filmowi mit o ,,człowieku słoniu” został uwieczniony i zapamiętany jako tragedia ludzka, chociaż można mieć sporne uczucia co do słowa ,,ludzka”.

Co czujemy kiedy otacza nas brzydota? Uwielbiamy wszystko to, co jest piękne, ładne, normalne, zwykłe; czujemy się wtedy pewnie i bezpiecznie. A kiedy oko w porozumieniu z mózgiem tłumaczy nam inne= złe, to co nam pozostaje, jak nie skrzywienie grymasu twarzy i odwrócenie się na pięcie? W skrajnych przypadkach można albo zarobić na ,,wyjątkowości” persony albo pomóc w potrzebie…

Atrakcja cyrkowa.
Pomocna dłoń.
Strach i ciekawość ludzka.
Pomoc.
Odwzajemnienie względnej akceptacji.
Szczyt sławy, puste słowa i sztuczne zrozumienie.
Upadek. Dominacja zła nad bezbronnością.
Upragniony sen.

Mocny film dla wrażliwych ludzi. Obraz wywołuje emocje, zastanawia, smuci i zadaje pytania dotyczące akceptacji ,,inności”/ brzydoty.

,,The Elephant Man”

Written by corincjusz

Styczeń 22, 2008 at 7:35 am

Nocami chodzę po mieście

z 2 uwagami

p7230064.jpgp7230064.jpgp7230064.jpgp7230064.jpgp7230064.jpg…w poszukiwaniu Teatru Silentio. Zaglądam na pasaż Wiecha: za Domami Centrum syf, kilku pijanych Depów. Trzecia w nocy. Chmielna? Niby europejska ulica, a o trzeciej wszystko dawno zamknięte. Co z tego, że niedziela? Posobotnie wspomnienia: masz tabletkę? Nie mam. I trrrach, i dzień, i przechodniów pełno, że nie ogarnąłeś kiedy, i noc się rozpłynęła. A noc jest magiczna. Psują ją światła wprawdzie światła, a jak mówi Myśliwski w „Traktacie o łuskaniu fasoli” są różne rodzaje świateł: ciepłe, zimne, są też światła martwe. Więc chodzę po mieście nocami i patrzę które światła umarły. O! To z wyświetlacza nad Forum jest martwe na pewno! Neon Samsung przymiera chłodem na wysokości, ale jest dla niego nadzieja, bo umiera ostatnia, nawet po światłach. Może macie jakieś kandydatki do umarłych reklam z podświetleniem, co? Sygnalizacje świetlne żyją, światła większości samochodów też. A najbardzioej żywotne są te kiczowate, starówkowe, nowoświatowe, za wyjątkiem tych z Krakowskiego Przedmieścia. Tam jest jakos ponuro, nawet z tą świąteczna wystrujką. Z dzieciństwa pamietam żywe światło lampy naftowej. Ale to już tak ledwo, nie tak dobrze jak bohater „Traktatu…”.

Chodzę i  szukam tego Teatru Silentio. Nie potrafię opowiedzieć Mullholland Drive. Myślę, że to jeden z tych filmów, które, podobnie jak z poezją Norwida, zrozumienia i proporcjonalnej do jakosci dzieła interpretacji doczekają dopiero za jakiś czas. Fabuła gdzieś w necie jest ułożona, jak obrazki z numerkami, po kolei. Zobaczcie sobie. A jak „Kartotekę” albo „Grę w klasy” poukładasz chronologicznie to wszystko się wyjaśni? (jasnością martwą).

Istnieje Teatr Silentio? Nie, nie mówcie żebym to sprawdził w Googlach. Jak znajdę go w Googlach to tak jakbym nie znalazł. U mnie w mieście go nie ma. W okolicznych również. Jeśli wiecie gdzie jest, zawiążcie mi oczy (jak to robi mafia) i zaprowadźcie mnie tam,  tylko proszę: po omacku… A potem się zacznie: Llorando! Typowo hiszpańska zajawa. I emocje w głosie. Mój ulubiony fragment filmu… Piszę o Mullholland Drive Davida Lyncha i juz czuję wyrzuty sumienia, że to tendencyjnie wyjaśniam.

Byłem w Alicante i, kurde nie przyszło mi do głowy, żeby poszukać Teatru Silentio. Za to stałem z tą piosenką z filmu na uszach i patrzyłem w nocy na Morze Śródziemne. Niesamowite przeżycie. 25 stopni o trzeciej. Teraz to moje łażenie po mieście koresponduje z tamtym hiszpańskim. Coś jakbym tu i tu był naraz. Albo jeszcze jakbym wszedł do filmu. Tylko kłopot z tym fragmentem (bo niby owszem, jeśli mogłem wejść do filmu to i do snu mogę) kiedy jeden z bohaterów widzi przez ścianę. A ten kogo widzi to trochę do Wesołego Diabła jest podobny. W kazdym razie wtedy bym pierdolnął na zawał bez wątpliwości. Nie znoszę takich fragmentów: ujęcie jak z horroru – kamera idzie razem z bohaterem. I nagle łup i trrrach: i jest dzień, że nie ogarnąłeś kiedy… :D

Written by skajsdelimit

Styczeń 18, 2008 at 3:14 pm

Napisane w Uncategorized

Harmonia w ,, IL GRANDE SILENZIO” | pol. ,, Wielka cisza”

Skomentuj »

Wyobraź sobie wiarę. Wiarę w Boga/ Jahwe/ Allacha czy krzesło. Uwierz w TO całym sercem i całą duszą swoją. Przyjmij tę hierarchię i te zasady, które potwierdzają TAKIE widzenie świata. Nie ma nic ponad TO. Przekonaj siebie, że najwłaściwsza postawa i najodpowiedniejsze zachowanie nie jest podyktowane modą/ współczesną hierarchią ważności/ mądrościami idoli z plotkarskich rubryk/ wymuszonym sposobem życia przez masmedia. TEMU, któremu wierzysz,oddaj siebie i zaufaj

Ile znamy filmów w których obraz, a nie słowo, jest najważniejszy? Ile znamy przykładów filmów o tematyce związanej z religią, które są przedstawione obiektywnie, bez zachęcania do swojej racji?

Film z cudownymi ujęciami natury okalającej stare mury zakonu w którym dominuje cisza i kontemplacja. Odpoczynek dla mózgu, interesujące zadanie dla oka.

Jesteś gotów wejść w 160-cio minutowy, niezrozumiały, ,,nienormalny” świat zakonu milczących?

Il Grande Silenzio

Written by corincjusz

Styczeń 18, 2008 at 2:22 pm

Wieczne ząbki w „Interview with a Vampire” | pol. ,,Wywiad z wampirem”

Skomentuj »

Co to za „bies”?

Film powstał w 1994r na podstawie książki Anny Rice pod tym samym tytułem. Wybór, który stanął przed zmęczonym życiem Luisem został zaproponowany przez doświadczonego wampira Lestata.

Dam ci wybór, którego ja nigdy nie miałem.

Między panami rodzi się więź daru/przekleństwa jaką jest nieśmiertelność i nowy styl życia. Krew zwierząt nie zaspokoi głodu szanującego się wampira, dlatego też, laik Luis zdobywa doświadczenie na swoich błędach. Kiedy życie staje się zbyt nużące i monotonne, warto wtedy zastanowić się nad zmianami. Jedną z nich było przyjęcie pod swoje skrzydła/ kły sieroty Claudii. Młoda pannica swoimi wybrednymi zachciankami zdobywa serce Lestata. Zmienia się to wtedy, gdy dziewczynka wraz z Luisem zapragną odłączyć się od swojego ,,stwórcy”. Tytułowy wywiad prowadzi współczesny dziennikarz z Luisem. Opowiadając historię swojego wampirzego życia zachęca do przejścia w ten stan. Czy zaintrygowany dziennikarz stanie przed wyborem?

Komu polecam obejrzeć?

  • Spragnionym ciepła. Na widok pulsującej krwi każdemu zacznie serce szybciej bić.
  • Paniom/ panom (??), którym na widok: Brada Pitta, Antonio Banderasa, Toma Cruisa tworzą się wypieki na licach. Zaspokojenie wizualne wybaczy morderstwa i zdechłe dwa pudelki.
  • Marzycielom, którzy też chcą być wiecznie młodzi i pragną latać, albo nawet walczyć z krokodylami :) !
  • Amerykanom, którzy gotowi są uwierzyć w prawdziwość historii.
  • Wszystkim ludziom miłosierdzia, którzy oddają krew honorowo.

Tematyczne hity/ kity:

Do pośmiania się:
*,,Blade I/II/III”
*,,Dracula 2000”

Fanom FX:
*,,Van Helsing”

,,Interview with Vampire”

Written by corincjusz

Styczeń 14, 2008 at 3:16 pm

Co tu jest psychodelią? Czyli – ten pan patrzy na mnie zza lustra…

Skomentuj »

Na jednej ze znanych stron poświęconych odnajdywaniu ciekawych linków w sieci pojawił się odgrzebany teledysk do utworu „Sad like a coal check” zespołu Acid Drinkers. Rozpętała sie dyskusja, co wcale nie jest rzeczą dziwną, czy to jestże „psychodelia” czy tąże nie jest. Mówię tu oczywiście o bardzo przyjemnej wymianie zdań (dzięki ci szlachetne łebdwazero, ave ocenianie komentarzy!) jaką było mi dane prześledzić pod niniejszym opisem zaistniałej odkrywki teledyskowej.

„Najbardziej psychodeliczny, mroczny i chory polski wideoklip. Bez flaków, bez udziwniania – po prostu sztuka i… chory umysł. Klasyk – do dziś zadziwia. Można bardzo łatwo zmienić sobie nastrój.”

Cytatu koniec. Myśli zmroził mi dreszcz. Jak dobrze, że zaraz pod wstępem pojawił się link do klasyka, klasyk najlepiej tłumaczy, o czym mowa:
Psychodelia gdzieś wyparowuje, gdy postrzelamy sobie troszkę z Gumkowym Janem. „Sad like a coal check” ogląda się w zestawieniu jak dobranockę, no może przesadzam – raczej niczym pajtonowską animację.


Oba te przykłady są oczywiście efektem próby wniknięcia w ludzką podświadomość. U Acidów obrazy przywołują estetykę sennego koszmaru. Bardzo ważnym zabiegiem, który wywoływać ma tu uczucie zniewolenia i wprost odnosić się do podstawowych zabiegów awangardowych jest posługiwanie się tzw. pętlą. Bohater chce wyjść z pokoju, lecz zamiast wyjścia, otwiera kolejne wejścia, jest uwięziony. Wszystko jednak płynie, porusza się, strach przed nieznanym jest mniejszy ponieważ zapętlone przedmioty, akcje widziane po raz kolejny stają się znajome, a przez to – bardziej swoje. Inaczej jest z teledyskiem Chrisa Cunninghama. Tutaj penetracja ludzkiej podświadomości odbywa się w bardzo inwazyjny sposób. Koszmar zyskuje kształty. Z koszmarem zmuszeni jesteśmy egzystować w zamkniętym pomieszczeniu, przy braku światła. Przeraża nieznane, znanego wolelibyśmy nie zobaczyć. Dopiero gdy Rubber Johny staje się postacią mającą być przerażającą wariacją na temat niepełnosprawności (sic!), widz może wziąć głęboki oddech. Niepokój pozostaje.

Ja zaś podejmę rękawicę i postaram się zabrać was w kilkuczęściową podróż po najbardziej „psychodelicznych” klipach w historii oraz wyjaśnić samo pojęcie, na dźwięk którego popkornożercy dostają ciar na tłustych karkach. C.d.n.

Written by Michał Szczerba

Styczeń 8, 2008 at 10:08 pm

Dobry wieczór

Skomentuj »

Nazywamy się Filmozofia i jedno póki co jest pewne: jesteśmy tylko bladą, niebieską kropką… Oprócz tego: odwróconym lemmingiem, małym kamyczkiem z „Traktatu moralnego” Miłosza, jedną może szprychą ze „Złodziei rowerów”, a może: nożem w wodzie, kluczem w kieszeni Amelii, kroplą kawy u Jarmuscha i przewróconym żołnierzykiem ze „Sztuczek”? Ja nazywam się Mateusz Wilkoń a.k.a. Skajsdelimit, a to „skajsdelimit” to od niebo jest limitem, bo – musicie wiedzieć – niebo dla mnie jest wielkim bladoniebieskim oceanem.

Lubię oglądać filmy i rozmawiać o nich. Jakiś czas temu zauważyłem, że mówiąc o filmach często zwracam uwagę na zupełnie inne rzeczy niż typowi recenzenci. Nie lubię streszczać fabuły. Nie lubię określać zdjęć/muzyki/dialogów mianem „dobrych”, „złych” i „średnich”. Nie lubię przyznawać filmom gwiazdek. Nie interesują mnie plotki ze świata Hollywoodu, sto razy na sekundę zawierane i rozpadające się małżeństwa. Może jest to komuś potrzebne, mi nie jest. Filmy. Lubię zawiesić się na jakimś szczególe i złapać podobny, drugi. Zauważyć coś od dupy strony, że tak powiem, wyjąć z filmu jedną bladą, niebieską kropkę. Bo wiecie, jeśli macie już szczegół to znajdziecie i drugi i trzeci. To tak jak z uczeniem się nieprzekładalnego na twój języka – szukasz powtarzających się form: najpierw pojedynczych dźwięków, dajmy na to głosek, potem zbitek, sylab, zdań, w końcu zaczynasz słyszeć dłuższe formy, całe wypowiedzi.. Zauważasz je i to jest pierwszy krok do zrozumienia języka. Podobnie z filmem – nie zrozumiesz go, jeśli nie widzisz szczegółów. To się bodajże nazywa koło filologiczne. Mogę coś mylić, ale to szkoła interpretacji, w której od szczegółu przechodzisz w ogół, by znowu zejść w szczegół, ogół, itd. Staram się tak interpretować filmy, choć bywa, że wystarczy jedno spojrzenie i wiesz już o co chodzi. Chciałbym to przelać w Filmozofię.

Ja piszę tak, ktoś pisze siak. Kolega Michał, współzałożyciel bloga pisze inaczej, Corina, nasza pracowita redaktorka jeszcze inaczej. Czego możecie się więc spodziewać po Filmozofii? Na pewno ucieczki od klasycznej formy recenzji z oceną pod spodem. Na pewno postaramy się wychwycić z filmu jego klimat i może to co na pozór niezauważalne. Raczej nie zamierzamy gonić za nowościami – odświeżymy sporo starszych, dobrych filmów, ale i o nowszych produkcjach popisać/poczytać będzie okazja. Chociażby fakt, że polskie kino – za sprawą twórców takich jak: Jakimowski, Trzaskalski, Koterski, Gliński, Wojcieszek czy Komasa – po roku 2000 ewidentnie odżywa (zresztą nie tylko polskie, wraca Rosja, Czechy, Europa środkowa) siłą rzeczy przywiedzie nas (mnie przynajmniej) w te nowsze czasy.

Wrócimy też do przeszłości: od Griffitha przez Chaplina, Fritza Langa, Eisensteina, po Bergmana, Felliniego, Hasa czy Kubricka. Dla klasyki znajdzie się miejsce, bo i musi się znaleźć. Jednakowoż subiektywnie będziemy jechać: ja lubię Łozińskiego na przykład, Michał Rybczyńskiego i awangardę, Corina „Wywiad z wampirem” lubi, czy tam inne rzeczy. Staramy się zaprosić do pisania kilka mających coś do powiedzenia osób, jednocześnie zachęcamy naszych czytelników do mailowego kontaktu z nami i aktywnego uczestniczenia w powstawaniu czegoś, mamy nadzieję, wyjątkowego. Zachęcamy do czytania i dzielenia się z nami swoimi wrażeniami z tego co przeczytane, ale przede wszystkim z filmów. Bo o to tu chodzi.

Filmozofia – prolog

Skomentuj »

Jesteśmy tylko bladą, niebieską kropką…

We Are Here: The Pale Blue Dot

Written by Michał Szczerba

Grudzień 23, 2007 at 11:02 am

Follow

Otrzymuj każdy nowy wpis na swoją skrzynkę e-mail.